środa, 8 stycznia 2014

Dywagacje na temat penisa.

 -Mami, nie masz penisa! - Victor byl wyraznie zaniepokojony. -Gdzie jest?! Moj czterolatek zabral sie za przeszukiwanie lazienki, ktore nie przyniosly oczekiwego resultatu. Po czym uwaznie mi sie przyjzal i stwierdzil: -Musial ci wpasc do ubikacji. Uspokojony tym rozwiazaniem wrocil do swojej zabawy, a ja gratulowlam sobie w duchu inteligencji mojego dziecka. No bo gdyby nie to samodzielne sobie wytlumaczenie bylabym zmuszona do objasnien, a jedyne co mi przychodzilo do glowy to odpowiedzi typu: "tak, synku, fukslo mi sie w zyciu i nie mam" i tym podobne. Z drugiej strony stwierdzenie bylo z serii tych "nieobliczalnych-lagodniejszych", w porownaniu do sytuacji w metrze z przed paru tygodni, kiedy to Victor wyciagna reke w kierunku jednego pasazera i stwierdzil: "On jest brazowy. Dlaczego?". Brazowy czlowiek rownie zaskoczony i przyparty do muru jak ja, kulturalnie zasnal (w przeciagu jednej sekundy) i konsekwentnie spal przez najblizsze 3 stacje, w przeciwienstwie do innych pasazerow, ktozy pilnie sledzili rozwoj sytuacji. Goraczkowo szukajac wyjasnienie na pytanie dlaczego, zastanawialam sie rownoczesnie czy ow brazowy czlowiek i reszta, doslyszeli, ze moje dziecko wyraznie powiedzialo "brazowy". Nie "czarny"! To chyba jednak troche lepiej? Mruczac cos na temat jak to fajnie, ze wszystko i wszyscy sa rozni, bo tak to by bylo nudno, przetrwalam az do stacji docelowej.  
Niemniej jednak, co do kwestji "penisa" jest ostatnimi czasy bardzo obecna w naszym zyciu codzienny. Musze przyznac, ze wychowna w "babskiej" rodzinie ucze sie wielu nowych rzecz. Zyczylabym sobie powiedziec, ze jestem na krok, albo chociaz na pol kroku do przodu z ta wiedza w porownaniu do mojego dziecka, ale niestety nie zawsze tak jest. Nie moge tez powiedziec, za sytacje wymyka sie spod kontroli, albo ze mamy wielki "problem penisa", ale tez nie moge zostawic tematu samemu sobie, bo wyraznie jestem pytana, tudziez zmuszana do polemiki. Swiadectwa z paskiem, studia, znajomosci tego czy tam tego nic a nic nie ulatwiaja mi sytacji typu: "mami, zobacz jak moj penis wystaje", "powiedzialem pani w przedszkolu ze mam duzego penisa" (usilujac zachowac obojetnosc zapytala, a co ona na to-ponoc sie smiala, OK.....hm....to tez wyjscie) ect. Ksiazki i pediatra sugeruja rozawiaj, nazywaj rzeczy po imieniu, tylko trudno rozmawiac o czym sie nie wie. No bo czy jak penis gilgota moje dziecko jest to normalne? Umowilam sie z innymi mamami. Jest nas cztery,  majace chlopczykow w tym samym wieku. Jesne! Dlatego sie znamy! Dzieki Victor! To rowniez moje podworkowe znajomosci. Wychodzimy. Makijaz, kozaczki, luzik-ominie mnie (zawsze wieki trwajaca) kapiel, czytanie ksiazeczek o super heros, usypianie. Fantastyczny klub, super drinki. Mieszanka estrogenu i martini ulatwia glebsze temat. Pojawia sie temat penisa, jak widac wszechobecny. Ulga...moje dziecko jest normalne. Kazda z nas ma ten sam problem. A problem dzielony jest zawsze mniejszy. Ktoras z nas sie pyta: "no ale jak ci maly mowi, ze mu stoi, no to co ty na to?", ktoras odpowiada: "to mu mowie: poczekaj, za chwile bedzie ci znowu wisial." Swieta prawda! Jak madrosc zyciowa! Ze tez na to nie wpadlam.
Uroki macierzynstwa o ktorych nie pisza w ksiazkach.


* Jeszcze jeden z moich po-Nowo Jorskich obrazow. (olej, 2007)

wtorek, 7 stycznia 2014

Dzień, nijaki dzień.


 *Jedno z moich płócien z 2007 (olej). Zainspirowane moim pierwszym pobytem w Nowy Jorku.

Tak sie zabieram za malowanie, ze  nic z tego nie wychodzi. W burzy snieznej, pelna emocji i inspiracji przytargalam plotno do domu. Przekopalam szafe, wyciagnelam farby olejne, bo jednak akryl to nie to co olej. Powyrzucalam mnostwo pedzli czekajacy "w stanie zaschniecia" na porcje swiezej terpentyny. O terpentyne tez znalazlam! W kuchni! Za garkami, hmmmm...mysle, ze w chwili desperacj przed wszedzie raczkujacym Victorciem robilam takie derastyczne i malo logiczne posuniecia. I.....i to tyle. Znowu sie odsunelo, przesunelo, nowy pomysl na obraz mi juz do glowy wpadl....pomyslow to ja mam tyle, i tak na dobra sprawe, gdyby czas ineczej zorganizowac...W zeszlym tygodni do malowania nie doszlo-chociaz nawet T sie ucieszyl jak mnie z ta sztaluga zobaczyl, bo twierdzi , ze mam potem lepszy humor. Do malowania nie doszlo z powodow "wyzszych". Zamknieto przedszkole z powodu tej wlasnie burzy snieznej. Moje "atelie" odkad nastal Victorcio zostalo przeniesione do piwnicy ( piwnicy w doslownym znaczeniu tego slowa-ciemno, strasznie i pajaki), i chyba jednak "za daleka droga". Dzisiejszy dzien rowniez poszedl na straty....poswiecony na wypelnianie podania o przyjecie do przedszkola. NUDA! Zastanawianiem sie ktore z nich wybrac...decyzja na nastepne 10 lat! W zaleznosci od do ktorego junior kindergarden trafi, to potem bedzie juz kontynuowal w tym systemie szkolnym -kindergarden-elementary school, high school i raczej sie nie da go przeniesc z jednej szkoy do drugiej. I choc naczytam sie, narozmawiam sie i nachodze ogladajac te wszystkie instytucje, to i tak moj wplyw na ta decyzje ograniczy sie tylko do wyboru 3 szkol ktorymi jestem najbardziej zainteresowana. Potem musze zaufac loterii. Kontekst tego zagmatfanego dla mnie systemu to "rownosc spoleczna". Zeby bylo sprawiedliwe rozlozenie finansowe i rasowe ect. Nie jestem "zaprzeciw", ale ....lubie miec kontrole. Tesknie za przewidywalnym i zorganizowanym systemem niemieckim. Tesknie za Monachium, choc......nie jestem pewna, czy chcialabym w Niemczech wychowywac moje dziecko. Socjalne zaplecze to jednak  nie wszystko. I tak mi jest ciezko pielegnowac jego polskosc tutaj. Coz, Mlody mi sie ostatnimi czasy wkurza jak mowie do niego po polsku. Zaraz sie obraza i mowi (- oczywiscie po angielsku) "Przestan mowic jak Bolek i Lolek". Gdyby tak jeszcze trzeci jezyk doszedl, to nie wim czy dalabym rade przeforsowac polski.
Przynudzam dzis. Tak ten dzien mi sie "unudnil"....i nic nie namalowalam.....znowu.....

piątek, 3 stycznia 2014

Mrozno, zimno, nieprzyjemnie...



*Boston dzis o zmierzchu. Jakis taki...zamyslony.

Brrrr.....ale temperatura skoczyla w dol! Snieg padal przez dwa dni. I co prawda jestem zdania, ze bardzo przesadzili z tym "stanem wyjatakowym", ale to oni juz tak lubia. Zupelnie zatracilismy sie w czasie, przez Swieta, Nowy Rok, teraz znowu wolne, bo niby nas zasypalo. Chwileczke, chwileczke, gdzie nas zasypalo! Jak dostalm telefon z przedszkola o natychmiastowym odebraniu Victora, bo zamykaja ze wzgledu na pogode i jutro (czyli dzis) tez bedzie zamkniete, bo zapowiadaja straszne sniegi; wiec jak szlam go odebrac ( uzbrojona w sanki), to owszem zmarzlam jak cholera, ale sniegu bylo moze z 10 cm! Przez noc dosypalo nastepne 10 i sie bardzo, bardzo ochlodzilo, ale.....zeby zaraz stan wyjatkowy! Do Polski ich wszystkich na troche dla zahartowania i zrozumienia pojecia zima. Plugi odsniezaja drogi co chwila, ludzie przed swoimi domami szaleja z lopatami, sypia na ta ulice co sie da! 
Poszlismy dzis na sanki, zaraz z rana. Jeszcze pieknie, dziko i bialo bylo. Wyszalelismy sie, zmarzlismy okropnie, wlasciwie to przemarzlismy-cale szczescie, ze kafejka w poblizu otwarta byla i serwowala kakao i mafiny, ktore byly niezbedne do odtajenia mojego dziecka. W drodze powrotnej korytarze ze sniegu, ale sama ulica-czarna, wyzarta jakims paskudztwem, sanek prawie nie dalo sie ciagnac. Hmmmm....Po co to?! Tak przyjemnie sie chodzi po czystym, swiezym sniegu. 
Wieczor juz zapadl, i jakos tak nieprzyjemnie sie zrobilo. Choinka nasza tez posmutniala, przyschla. Trzeba bedzie  juz ja rozebrac. Szkoda. I znowu rok czekania.




czwartek, 2 stycznia 2014

Kurtyna w górę

" Poloneza czas zacząć - Podkomorzy rusza
I zlekka zarzuciwszy wyloty kontusza,
I wąsa podkręcając, podał rękę Zosi
I skłoniwszy się grzecznie, w pierwszą parę prosi."


No i juz! Jestesmy w 2014! Tanecznym krokiem rozpoczelismy fantastyczny Nowy Rok! Fantastyczny, bo moj maz najukochanszy powiedzial mi zaraz po polnocy, ze to bedzie dobry i wyjatkowy Rok. A skoro on jest z tych "nigdy nie klamiacych", wiec prosze bardzo-mamy gwarancje. Nawet noworocznych postanowien nie trzeba robic...a tam, zrobilam. Ale tylko dlatego zeby zadoscuczynic tradycji. 
Sylwka mielismy milego, wsrod przyjaciol. I to nawet podwojnego, bo swietowalismy wybicie dwunastej w Europie, a potem juz w bardzo szampanskich humorach, choc w znacznie mniejszym gronie (maz, ja i spiace, wykonczone impreza nasze dziecko) przywitalismy Nowy Rok wedlug tutejszego czasu. Co prawda po Swietach w Teksasie, podrozy i zalatwianiu ostatnich spraw przed zakonczeniem roku, ostatnie to na co mialam ochote, to organizowac impreze sylwestrowa, ale!.... Mama zawsze mowi, ze trzeba Nowy Rok przywitac wyjatkowo, zeby byl wyjatkowy. No wiec pare telefonow w znane, pewne adresy ludzi niezbyt "rozchwytywanych" (czyt. majacych male dzieci) i prosze. Dzieci sie pieknie soba zajely-oznaka ze sa coraz starsze- miedzy innymi przeprowadzajac w laziece eksperyment pod tytulem "Trujaca pokrzywa w kosmosie" (??????). Nie jestem w stanie objasnic na czym on polegal (byc moze byla to kwestia alkoholu, jako ze bylismy juz po "europejskiej polnocy"-wiem tylko, ze wiazalo sie to z wykorzystaniem duzej ilosci - badzmy szczerzy - praktycznie calej tubki pasty do zebow i mydla w plynie. Nie wnikam w szczegoly, pasta i mydlo tansze niz opiekunka do dziecka, wiec warto bylo. Eksperyment musial byc z miary tych niebezpiecznych, bo dzieciaki zalozyly okulary ochraniajacew z zastawu "maly naukowiec", narciarskie, tudziez sloneczne, dla tych, dla ktorych nie wystarczylo tych profesjonalnych. No i wszystko bylo tez "top secret", bo drzwi do lazienki zostaly zamkniete. Co jak najbardziej bylo nam na reke, bo bardzo intensywnie witalismy Nowy Rok. A co...."jak kochac to ksiecia, jak krasc to milony", jak sie bawic ...to sie bawic! Dalismy rade nawet do godz. 23, co jest wielkim postepem, bo wiekszosc naszych dzieciakow zaczyna procedure kapielowo-spaniowa okolo 20. Pietnascie minut po wyjsciu gosci Victor zapadl w kamienny sen a my kontynuowalismy z T witanie nowego roku. Pozostaly mile wspomnienia i slady "murzynka" na podlodze ( no przeciez w Nowy Rok sprzatac nie moge-jak w Nowy Rok, tak przez caly rok). 
Dzien Nowego Roku milusinsko-leniwy z moimi chlopakami. Bardzo pozny lunch w restauracji i pierwsze w zyciu wyjscie do kina z Victorciem.  
Poloneza czas zacząć. Kurtyna w gore! Czyn cuda 2014! 

 * To niebieskie martini, to moja nowa milosc -   Blueberry Twist, a z reszty to Chocolatini, Hendricks Martini Cucumber, i "gwóźdź do trumny" tamtego wieczoru-Dark Little Secret.

wtorek, 31 grudnia 2013

Kurtyna w dol.


Koniec Aktu 2013! Kolejny rok minal. Czas na posumowanie, refleksie. Pewnie jeszcze nadejda. Bylam nimi przepelniona przez ostanie pare dni i nocy. Bilans Roku. Wzloty i upadki. Radosci male i wielkie. Smuteczki......rozczarowania....jedno bardzo wielkie....ciezko o tym wciaz mowic. Chyba juz zawsze bedzie. Wczoraj w nocy bilam sie z myslami czy o tym napisac, czy nie. Moze, moze za chwile, moze w innym momecie. Wciaz boli.Choc mysle, ze tyle z nas rowniez ten smutek w sercu nosza....chyna jednak innym razem. Nie mniej jednak dziekuje Ci 2013 za te inne radosci i dobrodziejstwa. Odejdz w pokoju. Zabrales nam Mame mojej "Psiapsiolki" z dziecinstwa, zabrales i .............taka decyzja, taka wola Boga. Tak mialo byc. Ufam w sens tych decyzji, choc tak bola. Staram sie ufac. Bardzo sie staram. "Jak Bog zamyka drzwi to otwiera okno". Rozczulilam sie. Nie, nie....bylo minelo. Dziekuje za otrzymane dobrodziejstwa. Za Rodzine! Za Przyjaciol! Za to ze jestem, gdzie jestem, bo wierze, ze jestem we wlasciwym miejscu. Jesli czytacie obejmuje i sciskam Was wszystkich i kazdego z osobna. Zycze Sobie-Nam-Wam zdrowia i milosci. Kurtyna zjerzdza w dol....bawmy sie szampansko i powitajmy 2014 pelni spokoju, milosci i wiary w przyszlosc.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

I jeszcze raz o Swietach.






Swieta, Swiata i po swiatach….dzieciatko sie urodzilo 27 grudnia, Mikolaj przyszedl o czasie, przepisowo objedlismy sie strasznie, nagadalismy sie z Rodzina ( choc moglabym i wiecej), nawet pare razy ( i troche) wyszlismy sobie wieczorkiem z T. i poczuli smak starej wolnosci i braku zobowiazn. Milo potem bylo wroci do “zobowiazania”, ktore tak bardzo wyczekiwalo Mikolaja, ze w obawia przed przeoczeniem go, tudziez evtl. zapomnieniem  przez niego czarnego ( koniecznie czarnego) Power Ranger, moje kochane dziecko nie ruszalo sie spod choinki. Slodkosc mojego Potworka spiacego wsrod prezentow jest rozczulajaca. Przypominaja mi sie jego pierwsze Swiata, kiedy to 6 tygodnoiwego ulozylismy pod choinka wsrod prezentow, w sweterku z napisem “special delivery”. Taka bylam wtedy opetana hormonami milosci i macierzynstaw, ze szczerze mowiac malo co z tych Swiat pamietam. Rodzice byli. To najwazniejsze. I Puchatek! Wszyscy przylecieli do Bostonu podziwiac naszego Victorzastego.  I Swieta byly takie prawie prawdziwe. Z zupa grzybowa-z polskich, przez Tate uzbieranch, a przez Mame nielegalnie przemyconych grzybow (no bo jak to z polska zywnoscia za “wielka wode”,  przeciez to bron biologiczna moze byc; pomylenie z pokreceniem w mozgach niektorych ludzi). Byla nasza salatka corocznie przygotowywana. Pierogi, co prawda stad, i co prawda w zamrazalce!, bo ja zapatrzona tylko w jedna istotke zapomnialam ich przygotowac, tudziez, przypomniec o ich istnieniu. I pierniki przyjechaly, I Tata z Puchatkiem zrobili-gingerbred ciasteczka. I sernik byl! Mniam, mniam…..Karpia nie bylo :(  Ale za to inna ryba, ktora doczekala sie szczerych pochwal Tatusia-a to duzo.  I tloczno bylo! My z naszym przybytkiem, Rodzice, Puchatek, Moody i Ania ze swoim synkiem. Lubie tak. Dzuzo ludzi, tak, tak powinny wygladac Swieta. I cudowna  nowina tamtych Swiat. Moj Puchatek, bedzie pania Puchatkowa! Ja bede ciocia, a Victorzasty kuzynkem! Co wiecej trzeba do szczescia?! Swieta w Teksasie sa inne. Mile, ale inne. Brakuje mi ….nie wiem....magii?! Inaczej tego nie da sie ujac. Tego wszystkiego mi znanego, swojskiego. Tesknilam nawet za przepisowymi corocznymi klotniami Rzodzicow. Obowiazkowo o lampki na choinke, ktore co roku w momecie “pierwszej gwiadki” przestaja swiecic. My z Puchatkiem udajemy, ze nie widzimy, Tata zaczyna sie obrazac-stresowac-pocic, bo zaraz bedzie coroczny komentarz Mamy – “Tak Wojtusiu, jedyne co miales na  glowie to swiatelka na choinke, i co?”  To chyba ta “magia” wykreca nam ten sam numer co rok, bo obojetnie ile by nie bylo lampek, przy kolacju wgiljnej w Naszym Domu on zastrajkuja. A wiec po przepisowej akcji “lampki”, nastepny punkt programu to “lyzka”. Tata po zjedzeniu zupy grzybowej -wlozy sobie lyzke do kieszeni koszuli i powie, ze nie moze jej jej odlozyc, bo to przynieszie nieszczescie i w sumie to gdzie sa nastepne dania, “lyzka nie moze wystygnac”. Tu nastepuje riposta Mamy na temat taty brzucha, i zeby tata spojrzal na siebie….potem bedzie numer “ziemniaki”. Do drugiego dania Mam zaserwuje ziemniaki, a Tata zacznie sie dochodzic, ze “gdzie tam ziemniaki za czasow Jezusa”…..O jej ….to sa moje prawdziwe szczesliwe Wigilje! Kochalam je od zawsze. Jako dziecko pamietam mialam taki malutki zeszycik i robilam sobie moj wlasny prywatny kalendarzyk, w ktorych odkreslalam dni do swiat. I kalendarze adwentowe mialysmy! Nie te czekoladkowe, czy te z Lego-choc moj Mlody oszalal ze szczesia na jego widok. Nasze byly takie zwyczajne, z obrazkami. Rodzice nam przywiezli z NRD…….I co roku otwieralysmy te same okienka z takimi samymi wypiekami i poczuciem szczescia. Kochane czasy.


wtorek, 24 grudnia 2013

Wigilia, Wigilia!




W te najpiekniejsze ze Świat-Święta Bożego Narodzenia zycze Wam spokojnych i radosnych chwil w rodzinnej atmosferze milosci i zrozumienia.
A nadchodzacy  Nowy Rok niechaj obfituje w spelnione marzenia-o ktore warto bylo walczyc, radosci-ktorymi warto sie dzielic, Rodziny i Przyjaciol - z ktorymi warto byc i tej dobrej nadzieji bez ktorej nie da sie zyc.
Wesolych Swiat Kochani! 

czwartek, 19 grudnia 2013

Zasypalo nas.





Cudnie nas zasypalo. Dzis zimowo, a jutro......a jutro juz w Teksasie. Na nude narzekac nie mozna. Internacjonalnie sie nam w Rodzinie porobilo. Swieta w Polsce, Swieta w Monachium, Swieta w Londynie, w zeszlym roku w Bostonie, a w tym roku Wigilija w Teksasie. Wlasnie J mailowo sie mnie pytal, co sie je na Wigilje w Teksasie? Hm.....na pewno (niestety) nie karpia. Inczej bedzie niz u mnie, niz u Puchatka, niz u Rodzicow. Oczywiscie nic jeszcze nie spakowane, a ja nie moge podjac decyzji co do pirackiego okretu. Straszny dylemat. Po pierwsze: ktory statek? Juz ograniczylam sie do dwoch, jeden zdecydowanie ladniejszy, ale tez wydaje mi sie, ze "krotsza zywotnosc mu pisana". Drugi, nie taki znowu kolorowy, za to solidniejszy, no i zawiera 3 piratow na dokadke. Drugi dylemat: gdzie ten Mikolaj z tym statkiem zawita? Czy pod nasza choinke, pod nasza nieobecnosc-i odciazy nas w dzwiganiu prawie 7kg pirackiego statku samolotem? Czy pod teksanska choinka, razem z tysiacami innych prezentow? Jak tu podjac taka decyzje? Mysle juz od 2 tygodni, no i musze powiedziec, ze zrobilam progres, no bo jak by nie bylo, wyeliminowalam juz inne okrety. 

Slicznie i snieznie u nas. Zalaczam zime, bo przez pare nastepnych dni - Mikolaje w krotkich spodenkach, butach kowbojskich i kaktusowe choinki. Wesolo bedzie!



wtorek, 17 grudnia 2013

Blogosc.

Podkrecilam zaluzje, zapalilam choinke. Snieg pada. Zielona herbata z zurawina, klasyczna muzyka w radiu ( wlasnie skonczylam moj repertuar swiateczny i wymienilam na klasyke). Kartki swiateczne wypisane. Ciasteczka upieczone. Prezenty na wpol kupione, reszta to juz w Houston. Choinka ubrana i slicznie pachnaca. Blogosc. Uwielbiam zime. Moge patrzec na spadajce platki sniegu godzinami. To najlepsze co moze byc. Siedziec w cieplutkim domku z czyms pachnacym i smacznym do picia i patrzec jak Pani Zima trzepie tu swoje poduszki. Bardzo uduchawiajace. Nie wim dlaczego tak zima na mnie zawsze dziala. Nie moge sobie wyobrazic mieszkac w "krainie slonca" (i raka skory), bez czterech por roku. W tym wlasnie punkcie mamy zdecydownie rozbiezne poglady z T. Oczywiscie ciesze sie na Swieta w Teksasie, bo bedzie duzo rodziny, no i nowy "kuzyneczek" zapowiedzial swoje przybycie na 25 grudnia, wiec Swieta mozemy spedzic w szpitalu, wszystko uzaleznione od tej malej istotki. Ale....Swieta w Polsce! Zapach zupy grzybowej. Bigos. Nie robiony oczywiscie na Swiata, ale Mama zawsze zamrazala "uczciwa" resztke ze swoich barburkowych imienin i bylo jak znalazl, jak przyjezdzalysmy ze studiow do domu. Kompot z suszonych owocow. Puchatek robil pyszne ciasteczka o nieromantycznej nazwie "od szporowej", i kulki z mleka w proszku- stare, socjalistyczne przepisy 'bidy". Niepowtarzlne smaki! Niezapomniane, dramatyczne wspomnienia mysich lapek na tych wlasnie kuleczkach-udekorowanych kropka czekolady, ktore to wystawione do piwnicy do zastygniecia, znalazly nieproszonych amatorow. Bylo wiel lez, i krzyku i naszej psinie trafil sie ten niezly zakasek a my musielismy sie obejsc bez "kuleczek z mleka w proszku". Nawet nie wiem czy takie mleka w proszku wciaz sa produkowane. A moje tradycyjne ciasteczka swiateczne to "kruszonki-cytrynowe", koniecznie w ksztalcie gwiadek! Przepis wyciety kiedys przed laty z gazety (z "Twojego Stylu", zeby zadosc uczynic sprawiedliwosci) i corocznie odswiezany, w innej wersji dekoracyjne. Choc najlepsze - dla mnie, to takie posypna zwyklym cukrem pudrem. Od paru lat, kiedy to moj maly pomocnik kucharzy ze mna i dzielnie walkuje i wycina ciasteczka, musze pojsc na kompromis, i w zamian za ta nieocenione pomoc  zgodzic sie na inne ksztalty np. auto i inne wersje dekoracji np M&M, gdzie tylko co piata trafia na cisteczko, a reszta gdzies sie tajemniczo zapodziewa. Tak, Swieta w Polsce....niepowtarzalne. O prosze, pominelam, jak moglam - Pierniki!!!!! Tatus zawsze byl od piernikow! Co roku inny przepis , bo zawsze bylo cos nie tak, ale pierniki miekksze lub twardzsze zawsze byly! Ja lukrowalam, posypywalam, dekorowalam.  Musze zaraz skypnac, i sie dowiedziec jak stoja "piernikowo" w tym roku. A potem bede mogla delektowac sie zima w calosci- musze odebrac Victrora z przedszkola. I nie mam najmniejszego pojecie jak to zrobie. Bo wozkiem nie przejade, bo juz nie proszy, a sypie calkiem porzadnie i ma nie przestac az do jutra rana. Hmmmm.....sanki? 
A do co do Swiat, to jeszcze tu wroce.



poniedziałek, 2 grudnia 2013

Moc, cudowna moc.....

I zeby sie spelnilo. I rezydentura i dzieciatko. Tak jak ma byc najlepiej. I w pracy i w rodzinie.  Szczesliwie sie wiodlo. W kierunku najlepszym jaki moze byc. Tym idealny. Dla Wszystkich nas zycze.