niedziela, 2 lutego 2020

O tym ze sczescie moze byc nieraz cale czarne.


Jednym z warunkow, ktore nam Victor postawil w zamian za zgode na KOLEJNA jak to powiedzial przeprowadzke byl pies. Oprocz tego byl rowniez zamiar pomalowania scian swojego pokoju w rozne kolory. Kazda ze scian miala byc w innym kolorze – w gre wchodzily miedzy innyumi kolory – o zgrozo! czarny i rozowy!!! Uffff jakos sie rozeszlo po kosciach. Za to jesli chodzi o psa, to zaraz po przeprowadzce, Victor wybral sie do biblioteki i wrocil z ksiazka, a wasciwie atlasem psow. No i zaczeko sie studiowanie i wybieranie. Zrobilismy pare wycieczek do schronisk dla zwierzat, co ja za kazdym razem przyplacalam zdrowiem, bo serce sie kraja, patrzac w smutne oczy tych czworonogow. Najczesciej na takie wycieczki wybieralismy sie w dwojke z Victorem, a Trent zauwazyla, ze wykrecal sie i spowalnial proces jak mogl. Razu pewnego poklocilismy sie…o co, juz nie pamietam. Jedna z tych standartowych wymian zdan prowadzacych do nikad. Jadac samochodem w ciezkim milczeniu, Trent zaproponowal podjechanie pod schronisko dla zwierzad. “Galazka oliwna” dla mnie. Choc z gory wiedzialam ,ze i tak z psem stamtad nie wyjdziemy, to nie chcialam rozczarowac Victora, ktory byl w jednej chwili gotowy. Zagryzlam zeby, i sobie pomyslalam, ze nie ma to jak na smutek do serca przytulic psa. Niech to bedzie i mala chwilka, bo potem i tak mi serce peknie, ze nie bede mogla tych wszystkich pieskow zaadoptowac. No wiec podjechalismy, wchodzimy, i jest jeden malusienki 2 miesieczny brazowy kundelek. Z wywieszka na klatce, ze adopcja w trakcie. Jak nas zaraz poinformowano, takimi wywieszkami nie mamy co sie przejmowac, bo ludzie “zaklepuja” sobie zwierzeta, a potem po nie nie przychodza. Widzac nasz entuzjazm, zaproponoawano osobiste zapoznanie sie ze szczeniaczkiem, ktore skonczylo sie lezeniem na podlodze calej naszej trojki i pieska. Maz mowi adoptujemy!!!! Spasc nie mogla, bo juz bylam na podlodze. Papiery byly juz dawno wypelnione, bo Victor i ja odwiedzalismy to schronisko juz wczesniej, wiec tylko dla dopelnienia wymogow, zadzwoniono, do rodziny ktora uprzednio wyraziala chec jego adopcji, ale ktora sie jak do tej pory po niego nie zglosila. I co!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak dowiedzieli sie, ze chcemy go zabrac do domu tera i zaraz, powiedzieli, ze wsiadaja do samochodu i jada odebrac SWOJEGO psa. Chyba nie trzeba nikomu mowic, jak wszyscy sie czulismy. Victor przestal mowic z rozpaczy. Nieraz wolalabym zeby on swoje uczucia wyplakal, albo wykrzyczal, a on sie po prostu zamyka w sobie. Strasznie to przezylismy. Ale…..cos peklo w T. Od tej pory adopcja psa stala sie jego (bo naszym to byla juz od dawna) top priorytetem. Przeszukiwal internetowo schroniska, czytal o roznych rasach psow, I debatowalismy, czy adoptujemy ze schronisk (ja bylam za tym), czy kupujemy z hodowli psow (za czym T obcjonwal). I tak znalezlism jedna farme w poblizu, specjalizujaca sie w hodowli labradorow, informujaca za psia para jest przy nadzieji!! I chetni do adopcji szczeniaczkow sa proszeni o zgloszenia. A wiec, wstepnie zarezerwowalismy termin na odwiedzenie “oczekujacej suczki”. Pare dni pozniej w drodze do Koscilola znalazlam ogloszene, ze jest akcja adopcji psow. Nie znalismy tej organizacji, ale ze nie mielismy I tak planow na to popoludnie postanowilimy tam pojechac. Piekne cieple popolunie, szkoda bylo siedzic w domu. Na wstepie poinformowano nas, ze skoro nie jestsmy czlonkami i nie wypelnilismy (tysiaca) podan, adopcja nie jest mozliwa, ale jestsmy oczywiscie zaproszeni zeby wejsc poogladac pieski, dotacja mile widziane. Weszlismy, i ON tam byl. Zakochalismy sie na ament. Nie bylo mowy, zeby stamtad wyjsc bez NIEGO. 4-miesieczna psinka, z jakiegos powodu porzucona wraz z braten, ktorego ktos juz zaadoptowal. A wiec podwojnie porzucony. Stal sobie taki radosny i z nadzieja patrzyl na kazdego kto przechodzil. Plan byl taki Victor i ja trzymamy psa, a T porusza niebo i ziemie. Poczatkowo wogle nie chciano z nami rozmawiac, nie ma papierow, nie ma referencji, nikt nie sprawdzil naszy warunkow mieszkaniowych nie i nie. Taki process, trwa 1-2 tygodnie. Powinnismy to wiedziec, jadac tu, bo bylo na stronie internetowej, no i powiedziano nam to przy wejsciu. T pojechal do domu sfilmowc dom i ogrod. Ja dzwonilam do znajmich proszac o bycie pod telefonem, zeby mozna bylo sprawdzic referencje….po czesci  ciesze sie ze jest to sprawdzane  tak dokladnie, bo te zwierzaki sie juz i tak dostatecznie wycierpialy. Boze, jak nieraz widzialam blizne na tych zwierzetach, albo takie lysienie plackowe – niektore zwierzeta byly bezdomnymi psami z Puerto Rico i jak nam powiedziano od slonca wypadla im siersc! instynk morderczy sie odzywa…..To byly 3 godziny strasznego napiecia, ale ludzie z dobrym sercem sa na swiecie. Oczywicie, to co trzeba byl zrobic, zostalo zrobione, ale ta osoba zrobila to “po godzinach” w niedziale, w przyspieszonym tempie, bo widziala, jak bardzo nam zalezalo. Wtedy nasz malutki piesek nazywal sie “UMBERTO” (inspiracja Umberto Eco, Imie Rozy?, rewelcja) i mial zielona apaszke na szyji – “zaadoptuj mnie”, ktora zostala zamienion na niebieska “szczesliwy pies". Z naszym maly szczesciem pojechlismy do sklepu – kobieta z organizacji, ktora pomogla w adopcj, pojechala z nami i objasniala co trzeba kupic ect. Pomimo wielkiej gotowosci, wielotygodniowych przygotowan i otwartego serca, jak stanelismy w sklepie dla zwierzat, to bylismy kompletnei bezradni, pomijajac emocjonalnie (i juz zupelnie bez znaczenia, fizycznie) wykonczeni. “Medalik” z imienim i naszymi numerami telefonu musial byc zalozony od razu. A  imie wybralismy piekne (skromnosc!), piekne – jak dla naszej trojki. Nazwalismy go Lenox, to nazwa miasteczk w korym spedzilismy ostanie 3 lat i oposcilismy z zalem, pozostawiajc wspanialych przyjaciol i mase wspomnien. Teraz mamy Lenox na co dzien!. Nasze male czalkiem czarne szczescie jest prawdopodobnie mieszanka labradora i czegos jeszcze. Zadomowil sie juz u nas na dobre, i nie moge sobie przypomniec jak to bylo bez niego. Pewnie, ze ciagle spcery (wczesnie ran oi w srodku  nocy) i wciaza jeszcze zdazajace sie “wypadki” sa nieraz uciazliwe, ale jak wracam do domu i widze ta radzosc, pupa az odpada od merdania, to wszysto inne jest niewazne. Czytalismy, ze niektore pieski sa po taki przejscia, ze pomimo ze sie zadomowia, beda zawsze sie trzymac na dystans – dlatego tez T nie chcial wziasc psa ze schroniska. Tego raczej nie mozna powiedziec o Lenoxie. Wlasciwie, wrecz przeciwnie. Jest tak spragniony bycia z kims, ze doslownie wchodz na nas i pod nas. Glowke wciska nam na szyje, pod pache, zeby byc jak najblizej. Zasypia z Victorem i wiem, ze to niezgodne z kanonami wychowania i dziecka i psa, ale co mi tam. Ja tak wyrastalam, z Kewinem, ktory byl z nami przez piekych 17 lat i tak chce, zeby Victor mial. Slysze jak  nieraz do niego mowi przed zasnieciem i tak mi sie cieplo robi. Jesli tylko choc przez chwile pomysleliscie o zwierzatku, nie wahajcie sie. To taka radosc! Powiedzialabym, ze zalujemu ze tyle zwlekalismy. Ale tez wiem, ze musielismy tyle czekas, zeby znalesc naszego Lenoxa. Bo on jest taki nasz!



Jest nasz! Jedziemy do domu.

Juz zadomowiony. Zabawki po Victorku sie przydaly. 
W dniu adopcji.
Jestesmy bardzo wdzieczni organizacji "Lucky Dog Animal Rescue" i wszystkim tym, ktorzy w ten dzien pomogli nam. Jak rowniez wszystkim wolnotariuszom, ktorzy niestrudzenie walcza o znalezianie tym czworonogom godnych warunkow.