Przeprowadzilismy sie. Znowu.Wciaz cos sie zmienia. Teoretycznie
wiem, ze zmiany to dobra sprawa, ale jestem stworzeniem obyczajow, rytualow,
tradycji i utartych sciezek. A wiec kazdej zmianie towarzyszy lek. W zeszlym
roku przeprowadzilismy sie z Bostonu do Pittsfield, z mysla, ze zostniemy tu 4
lata, bo na tyle mam kontrakt w szpitalu. Ale zdarzyl nam sie dom. Tak, dokladnie
tak. On sie nam zdarzyl. W przeddzien
Wilkanocy, znajoma zabrala nas do kawiarenki do miasteczka obok, Lenox. Powiedziala,
ze wspniala kawa, i ciacha prawdziwie francuskie. Delektowalysmy sie tymi pysznosciami,
a ze takie dobre, to jeszcze wrocilam sie i poprosilam o porcje na wynos. Jak
mily chlopak pakowa ciasteczka, to
zapytalam sie czy nie slyszal o dom do wynajecie. Co mine naszlo wtedy,
nie wiem. Nie szukalismy domu, mielismy juz wynajedt dom na cztery lata.. Nie .
Nie slyszal, ale dal nam wizytowke, ktora ktos zostawil. T zadzwonil pare dni
pozniej, porozmawial nawet nie wiem z kim i zapomnielismy o tym. Pare miesiecy pozniej
ktos zadzwonil. Trent stwierdzil nawet, ze nie warto, zebym sie zwalniala z
pracy, on podjedzie i zobaczy ten dom. Pojechal, potem ja pojechalam, weszlam i
wiedzialam, ze jestem w domu…..w przeciagu 2 tygodni wyslalismy mnostwo mail, odbylo
sie mnostwo spotkan i zostalismy mieszkancami Aleji Zachdzacego Slonca. Domek na malym wzgorzu, ogrod z lawenda,
taras, i sosny! Az do samego nieba.
niedziela, 6 listopada 2016
sobota, 5 listopada 2016
Niemoc.
Przez 4 miesiace jeste przydzielona do ostrej
izyb przyjec. Psychiatryczna pierwsza linia pomocy. Serce peka od ludzkich
dramatow, wurzyconych za dzwi losow, ludzi uwiezionych w sobie lub zniszczonych
przez samych siebie….i dzieci….zniedbane, zmaltretowane, wykorzystane….To sa
najgorsze sytuacje. Nie raz, nie dwa nie
moge….wychodze i patrze w niebo. Bo nie ma slow, lekarstwa, zastrzyku, pocieszenia, bo nie wiem co powiedziec,
jak pomoc. Jak pomoc matce ktora
spoznila sie na przystanek autobusu szkolnego swojej 9 letniej corczki. Dzieci
wysiadly, jej coreczka na koncu, ktos
niechcacy za szybko zamkna drzwi…przytrzasna szkolny plecak, autobus ruszyl…..Caly
szpital zamarl walczac o jej zycie. Przegralismy. Plakali wszyscy. Co powiedziec rodzicom, co psychiatra pomoze…a
co z dziecmi ktore byly swiadkami tego wypadku…nasza niemoc wobec takich
sytuacji jest paralizujaca.
sobota, 20 sierpnia 2016
Singielstwo.
Bycie singlem jest zdecydowanie przereklamowane. Mialm szanse
zakosztownia tego luksusu. I wciaz mam, przedemna jeszcze 5 dni wolnosci.
Chlopaki uniesione LOTem wakacjuja sie w Europie. Victorek u Dziadkow 6 tygodni,
T w wiekszosci z nimi, choc robi sobie wypady Berlin, Londyn, Amsterdam, Bruge.
A ja sobe pracuje. Jedyna dobra strona sytuacji to to, ze nie slysza co rano,
cichutkiego, niby od niechcenia, lamiacego serce pytania “Mamo, zobacze cie
dzis wieczorem”. Tak, moge sobie spokojnie i do woli pracowac i przepracowywac sie
ile tylko chce. Godzina 19, 21…bez znaczenia…bo nikt w domu nie czeka.
Najgorsze sa dyzury, a nabralam ich ile sie dalo. Wracam do domu, pusto, cicho,
ciemno, trzy kroki z garazu do drzwi, droga podswietlana swiatlem z komorki,
horror. Ja, ktora za starch dobrych czasow mialam rzeczy poukladane wedlug
kolorow, zyje wsrod rzeczy porozwieszanych na poreczach schodow, fotelach, etc.
Praca, dom=spanie, praca. High ligh to Olimpiada w Rio. Sledze medale,
kibicuje, zyjac na sushi na wynos, bo zupenie nie mam ochoty na gotownie dla
siebie. Doczekac sie nie moge jak MOI wroca. Chce sie klocic z T, chce krzyczec
na Victorka, byc w pospiechu do pracy, w pracy spieszyc sie do domu zeby
zdarzyc zobaczyc Victorka zanim zasnie, niewyspana, zaganiana, marzaca o czasie
dla siebie (hm…paradoksalnie) oto cala ja :) teskno mi za ta wersja siebie.
Odkad wyjechali tak na prawde pracowalm na maksa. Pozamienialam
dyzury, zeby miec wiecej wolnego ja wroca, i troche przesadzilam. Pracowalm
przez 6 weekendow pod rzad. W czwartek chlopaki wroca, a w sobote
przeporowadzka do nowego domu. Nic nie jest spakowane…Za to dzis wyjscie na kolacje z ludzmi z pracy. Bedzie cos innego niz sushi i salatka ze szpitalnej kantyny. Kupilam troche nowych ciuchow, zrobilam paznokcie, urzylam
suszarke do wlosow :) Singieluje sie. I czekam, czekam, czekam!
niedziela, 12 czerwca 2016
Dylemat przedszkolno-szkolny.
We wrzesniu Victor zacznie 1 klase. Szkol/przedszkole w
ktorej jest aktualne, bardzo nam nie odpowiada. Przeprowadzajac sie
tutaj, nie znalismy nikogo i polegalismy glownie na "opini komputera” przy
wyborze szkloy. Znalezlismy dom w poblizy, zeby miec pewnisc, ze Victor
trafi do przedszklo wlasnie tam. Rozczarowalismy sie bardzo. O jak bardzo, A
Victorka entuzjazm zamienil sie powoli w nude i podirytowanie. Obserwojemy z
niepokojem co sie dzieje. Wczoraj przyniosl ze szkoly kartke z zdaniem, nie
zrobionym, za to pobazgrana kredkami. I znak zapytania nauczycielki obok.
Pytamy sie spokojnie, co to jest, Victor na to, ze zadanie jest za proste, i za
nudne, dla “maluchow”, i on tego nie
zrobi. W duchu zgodzilismy sie z niem, ale spokojnie tlumaczyma, ze jak on nie
odrobi zadania "dla maluchow”, to nauczycielka mysli, ze on tego nie
potrafi i bedzie mu dawala same proste. Misiasty uwielbial doswiadczenia
i "praca naukow". T zabieral
go od najmlodszych lat do siebie do labolatorium, teraz czwartki, dnie kiedy
maja "lekcje science" w przedszkolu, sa jego najgorszymi dniami. “Mamo, my tylko mowimy, nic nie robimy".
W klasie jest teleskop i Victror lecia na szkrzydlach w pierwszy dzien szkoly, nie mogac doczekac sie pierwszej
lekcj.....nauczycielka nawet nie pozwolila dziecia dotknac teleskopu. Wtorkowe
zajecia z plastyki, dzici roba kukielki. Nastepny wtorek to samo. Nastepny rowniez
kulielka. Pierwszy miesciac fajnie, drugi miesiac hm… ok, 3 miesiac
zbudowalismy w domu (wlasnorecznie z desek) teatrzyk, pomalowalismy,
wymyslalismy historie z kukielkami, po 10 miesiacac, kukielki co wtorek.......frustracja,
rzucanie kukielka po przyjsciu ze szkloly, zlosc z naszej stromy. Rozmawialismy z nauczycielka....,
starsza, eteryczna pani, mila,…...beton. Zlozylismy podanie o przeniesienie od innej
szkloy od wrzesnie, i odmowiono nam. Bo mieszkamy w innej czesci miasta.
Apelowalismy i nic. Nasz apel, przeslano do dyrektorki szkoly, ktora zaproponowal
rozmowe. Przygotowala sie. Przyznala, ze program przedszkolny jej szkoly jest
slaby. Okazalo sie ze Victor wraz z
kolezanka z klasy Ofelia, zostali
spostrzezeni na poczatku, jako dzieci ktore profitowaly by z nadprogramowych
lekcji i byli nawet pare razy zabierania na dodatkowe zajecia, dokladnie 8
razy!!! przez caly rok. Niestety nie podobalao sie to jego pani nauczycielce,
zaburzlo jej “kukielkowy” harmonogram. Nie pozwalala mu na owe zajecia chodzic,
a mysmy nic nie wiedzieli. Dyrektoraka, przepraszala nas bardzo, i jak sie
wyrazila angielskim powiedzonkiem "wasz syn wpadl miedzy szpary w
podlodze". Dodatkowe zajecia odbywaly sie bez niego, sprawa ucichla. Na
nasze spotkanie zaprosila nauczycieli odpowiedzlalnych za program nauczania w
szklole i uzgodnili “na szybko” ulozyc harmonogram na ostatnie pare tygodni
przed koncem roku. Teraz, od 3 tygodni co dziennie Victor jest zabierany na
rozne dodatkowe zajecia. Dyrektorka rowniez osobiscie skontaktowala sie z
kuratorium i poprosila, zeby zaakceptowano nasza prosbe o przeniesienie do
innej szkloy (za to podziwiam ja bardzo), Powiedziala nam, ze zrobi wszstko
zeby "wzniecic" Victora zainteresowanie szkola, ale chce zebnysmy pod
koniec roku szkolnego mieli prawo wyboru, czy zostaniemy w jej szkole, czy,przeniesiemy
sie do innej. W pod koniec tygodnia jestesmy umowieni na osobista rozmowe
z kuratorem. No i nie wiemy co robic. Troche sie boje znowu go przenosic. To
bedzie jego 4 zmaiana. 3 rozne przedszkola, no i teraz zaczyna 1 klase. To w
miare normalne tuataj, ale dla mnie, jak sie tak zastanowie, to napawa mnie to
lekiem. Taki malutki czlowieczek, nowi ludzie,
nowi nauczyciele, nowy budynk, nowe otoczebnie….to musi bys strasznie
stresujace. Victor jest bystrzak i sam sobie wyrobil opinie o swojej szklole
(mowie szkola, ale to jest tak naprawde przedszkole, ktore sa tu czesto w
budynkach szklonych), plus rowniez uslyszal co nieco od nas i opinie dosc
oficjalnie wyraza, co raczej nie zaskarbi mu wzgledow nauczycielki. To sa
te dylematy rodzicielskie o ktorych nikt nie pisze w ksiazkach czy poradnikach. Pomocy! Oj jak ja nie lubie podejmowac decyzji.
wtorek, 17 maja 2016
Światopogląd według Freuda.
![]() |
| Fantastyczne zdjecie Hakana Nergisa |
Duzo pracjue. Bardzo duzo. Jak sobie pomysle, ze moja
umowa o prace w Monachium przewidywala 37.5h tygodniowo (tak, 37 i POL godziny), to
musze sie uszczypnac. Moja umowa na chwile obecna reguluje, ze nie moge
pracowac wiecej niz 80godzin tygowniowo. Ale….uwielbiam to co robie. JAk to sie mowi “jesli kochasz to co robisz,
to nigdy nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim zyciu”. Moze nie tak do konica,
ale….cos w tym jest.
sobota, 7 maja 2016
Minal rok.
Pierwszego maj minal rok odkad mieszkamy w Berkshire. Tzn
dla mnie, bo chlopaki dolaczyli dopiero w polowie lata. Tchnelo prowincjonalnoscia, po czesci spokojem,
choc jak pomysle o moim grafiku dyzurow, to slowo spokoj jest jak najbardziej
nie na miejscu. Jade do pracy mala (jak dla mnie) uliczka, ktora tak naprawde jest tu glowna ulica, stolicy krainy Berkshire. Pusto na ulicach jest zwykle o “moim poranku”, gory w oddali, od paru dni spowite
chmurami, bo pda i chmurzy sie wiosennie. Symphony hall radio cichuto gra w
aucie. Najtrudniej w garazu, widok mam niesamowity, a miesce do parkowania
na 4 pietrze, wiec musze sie bardzo kontrolowac, bo wzrok sam ucieka w kierunku
gor. Czas dziwnie tu plynie, lniwiej, grzeczniej
i poukladaniej, a z drugiej strony szalenie predko. Na ulicach, w sklepie, w
Kosciele spotykam znajone osoby, i jestem pod wrazeniem, ze ludzie pamietaja imiona, choc widzieli mnie przedtem tylko raz. Mam swoja piekarenke z
niesamowita kawa (o moim kawim snobizmie pisalam juz, i NIC sie od tego czasu nie
zmienilo), mam swoja fryzjerke, ktora pracuje i usmiecha sie do mnie rowniez na
drugiej zmianie z za lady sklepu z “drobiazgami-prezentami”. Odkrylam sklepik z
lodami, “z mleka od szczesliwych krow”, bo jak na miasteczko wsrod gor przystalo
mamy farmy, sady a nawet plantacje winnorosli. Jest niesamowity sklepik z
serami i dobrymi winami, sklepik ”artystyczny” przy muzeum, ktory na cale
szczescie ma godziny pracy malomiasteczkowe (10-17), bo inaczej moglabym przelewac
moja pensje wprost na ich konto.
Region
jest zapleczem metropolii nowojorskiej i chetnym miejscem wypoczynku mieszczuchow,
do ktorych sie sama do niedawna zaliczalam. Od maj do pazdziernika zaludnia sie
tu okropnie, a w ziemie rozkwita narciarstwo. Hmmm, choc "rozkwita", to chyba niezbyt fortunne okreslenie sezonu zimowego. Restauracje sa tu po prostu fantastyczne, a
kultura na wyciagniecie reki. Juz nie moge sie doczekac na Tanglewood. O tym
innym razem moze. No i moi wspaniali koledzy z pracy, bo to przeciez z nimi
spedzam wieksza czesc dnia, a i nieraz nocy tak szczerze mowiac. To wszystko razem daje mi poczucie swojskosci. Jednak male miasteczka maja tez
swoje drugie oblicze. Ostatnio zabralam Victorka do parku, gdzie wsrod drzew znajduje sie plac zabaw. Oprocz mnie
byl tam tylko jeden rodzic. Moj byly pacjent, ktorego przed paroma tygodniami przyjelam
do szpitala wbrew jego woli, przy asyscie policji i szpitalnych ochroniarzy, bo….
“bardzo to bylo wbrew jego woli”. To byl
chyba najdluzszy pobyt w parku w moim zyciu. Victor sie hustal, jak rowniez
coreczka tego pana, ptaki cwierkaly wiosennie, a ja przezywala istna mekke.
Wieczorem tego dnia wybralam sie z koleznka na “pokolacyjny”
spacer na jeziorem. Dzieciaki uwalnialy
resztki energii, a my rozmawialysmy sobie cichutko, chloniac piekno okolicy…..i
chyba tam wlasnie, po raz pierwszy od czsow przeprowadzki pomyslalam, ze chyba zadomowilam sie tutaj,
ze za chwile wroce do DOMU, ze moj maz czeka na nas w DOMU. Ciepluto tak mi sie
wtedy zrobilo, i traktuje tamten wieczor
jakos tak “przelomowo”. Monachium, Boston, teraz Pittsfield ….”home
sweet home”.
"Cudowność
domu polega nie na tym, że zapewnia schronienie, ogrzewa, czy daje poczucie
własności, ale na tym, że powoli gromadzi w nas zasoby słodyczy."
Antoine
de Saint-Exupéry
wtorek, 3 maja 2016
Chleb.
Po latach szukania, probowania i krzywienia sie, powiedzialm dosc. Tak naprawde to zainicjowal to T, twierdzac, skoro caly czas narzekam na tutejszy chleb, to czemu nie upieke sama. No i sie zaczelo. Mierze, mieszam, dolewam, czekam, zmieniam maki, konsultuje internet i ludzi, i proboje piec chleb. Chleb…nasz polski pachnacy, chrupiacy chleb. Smak dziecinstwa. Smak domu. Dla mnie szczegolnie domu dziadkow. Z do dzis nieznanego mi powodu dziadek moj wstawal doslownie w srodku nocy (3-4 nad ranem) i szlismy razem do piekarni po chleb. Pamietam zapach, teraz wim ze to zapach drozdzy, bo tak pachnie ostatnio moja kuchnia. Pamietam wiec ten zapach, piec, piekarzy (mniemam) wyciagajcych chleby dlugimi drewniaymi lopatami i formy chlebowe w ktorych wylegiwaly sie koty! Dom dziadkow zawsze bede kojarzyc wlasnie ze swiezym chlebem. Albo z “grzankami”, ktore to Babcia przygotowywala w oczekiwaniu na nasz przyjazd. W ich domu stal prawdziwy piec. Na wegiel. Mial mnostwo dzwiczek i mial pojemnik na popiol i pogrzebacz, ktorym sie przesuwalo fajerki zeby wlozyc wegiel albo drewno. W za jedne z tych “dzrzwiczek” Babcia Nadzia kladla kromki chleba z maslem albo plasterkiem sera zoltego, i zapiekala je. Zagladalysmy tam zawsze w moja Siostra w poszukiwaniu czegos smacznego. Otwieralo sie dzwiczki a na “kratce” lezaly rozne pysznosci. Piec dudnil, bylo cieplo, rodzinnie, bezpiecznia. Zycie toczylo sie wokol pieca. I byl chleb…ten jeden jedyny w swoim rodzaju.
"Do kraju
tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba....
Tęskno mi, Panie..."
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba....
Tęskno mi, Panie..."
(C. K. Norwid)
W Polsce pierwsze wzmianki o chlebie
siegaja czasow krola Bolesława Chrobrego. Legenda głosi, że „Bolesław
Chrobry, jadąc na spotkanie z Ottonem III, poczuł nagle miły zapach. Gospodarz
domostwa, z którego się on unosił, poczęstował króla chlebem. Ten zaś, na
pamiątkę wydarzenia, nazwał miejscowość Piekarami”. W XII wieku zaczely sie
pojawiac pierwsze mlyny a wraz z nimi cechy piekarskie. Najstarszy z nich
założono w Krakowie w 1260 roku na mocy przywileju księcia Bolesława
Wstydliwego. W trakcie przygotowań do
wojny z Krzyżakami, król Władysław Jagiełło, zamówił u krakowskich piekarzy 16
wozów precelków, znanych ze swego smaku oraz trwałości. Czyzby w tym wlasnie tkwila
tajemnica wygranej bitwy pod Grunwaldem :)
1637 wydano zarządzenie, które brzmiało: „Godłem
cechów piekarskich jest precel trzymany przednimi łapami gryfów, z koroną po
środku”. Umieszczając godło na pieczęciach cechowych, cechowi piekarze
starali się wzmocnić swoją pozycję w stosunku do konkurencji z poza cechu. Mikołaj
Kopernik pośród wielu swoich zajęć, zajmował się również naukowo… chlebem. W
swoim dziele pt. „Panis coquendi ratio” („Obrachunek wypieku chleba”) zawarł
przepis pieczenia wraz z tablicami pozwalającymi wyliczać należne ceny chleba.
Historia
chleba obejmuje 100 wieków. 10 tysięcy lat temu człowiek rowniez posilał się
chlebem. Zmienil sie wyglad chleba i mechanizacja, choc zasady wypieku ulegly
niewielkiej tylko zmianie, W Rzymie za czasów cesarza Augusta istniało ponad
500 piekarń, a w Atenach na 500 lat p.n.e. znano 50 gatunków pieczywa. W 1670r
parlament francuski zezwolił na używanie drożdży.Upłynęły jeszcze dwa stulecia
zanim wymyślono drożdże prasowane.
Każdy
naród i kraj miał swoj wlasny "przepis" i metody wypieku chleba. Nasz Polski chleb, to nie tylko
chleb, ale tez symbol religijny, symbol życia. Jego brak oznaczał głód i
śmierć. Traktowany jako dar Boży, chleb darzono szczególną czcią.
Wiele osób nie wyrzuca pieczywa, a to, które upadnie, podnoszone jest
z ziemi z należnym szacunkiem i całowane. Chleb to rowniez nasz symbol
gościnności i otwartości
Do
naszych polskich tradycji należy witanie przybywających „chlebem i solą”. Nasza
zasada „postaw się, a zastaw się” to
sposób goszczenia w wielu polskich domach. Nie zawsze racjonalny, ale taki
nasz, swojski, odzwierciedlajacy nasza szczodra i otwarta słowiańska dusze. Coz sie dziwic, ze emigrujac wyjeżdżamy
za tym przyslowiowym chlebem, a chleb tak wlasciwie jedzie za nami. Na koncu swiata szukamy "naszego
chleba", tego jedynego smaku, tego z chrupiaca skorka. Pietka chleba z maslem…coz moze byc
lepszego. Smak dziecinstwa, wakacji u Babci i Dzidka, czas beztroski i bezpieczenstrwa.
Jakiez bylo moje zdziwienie i radosc, kiedy to w malutkiej piekrni w malutkim
misteczku wsrod pagorkow Nowej Anglji ujrzalm potezny bochen chleba. Zlapalam Viktorka na rece pokazujac i
objasniajac, ze taki chleb to sie piecze w Polsce. Nie mialm zadnych
watpliwiosci, to tylko mogl byc Polski chleb. No i byl….Ktos podlapal moje
slowa i “Pan Piekarz’ okazal sie nie tylko Polakiem, ale Polakiem fanatykiem
chleba na zakwasie i wszystkiego co “zrob sam”. A wogole to teraz zaden “pan”
ale fajny kolega Maciek. A zeby kolo sie zamknelo, bo historie sie powtarzaja,
a swiet tak naprawde jest maly, po “natychniastowym zapoznaniu sie przy chlebie”
okazalo sie, ze Macka Mama uczyla polskiego w szkole we Wrzesni syna przyjaciol
moich rodzicow. Od i tyle na dzis.
piątek, 1 stycznia 2016
Noworocznie.
I juz mamy 1 stycznia. Noc Sylwestrowa, noc szczegolna juz za nami. Zagladamy przez ramie, zerkamy w tyl, a jednoczesnie przyspieszamy kroku. Podliczamy, wyciagamy wnioski, kontemplujemy, moze i nieraz probujemy zapomniec. Bilans, podsumowanie. Jest juz za pozno, nie jest za pozno. Nowy rozdzial, niezapisana kartka, nowy zakret i nowa nadzieja. Stary Rok wielkimi krokami odchodzi w mrok. Dziekuje. Byles wspanialy. Jestem wdzieczna za kazda sekunede 2015 roku. Nawet ta najsmutniejsza, Aniolku Ty Moj. A najbardziej dziekuje za Rodzine, ta najblizsza i ta dalsza, za Przyjaciol, tych obok mnie i tych za Oceanem, za Kolegow i Wspolpracownikow, starych i nowych. Jestescie swiatlem i esencja mojego zycia. Zycze Wam, zycze Nam zdrowia i spelnienia tych najskrytszych marzen, no i moze odrobiny wiecej spokoju. Badz Nam kontynuacja dobrej passy, badz nam pomyslny 2016 Roku! A ponad to... kocham Cie Zycie!
czwartek, 24 grudnia 2015
Wigilijnie.
Ta wiglilijna, cicha noc ma w sobie niezwyka moc. Wiec zycze Wam wszystkim kochani, w te najpiekniejsza noc w roku, Noc Bozego Narodzenia, samych radosnyc chwil w rodzinnej atmosferze milosci i zrozumienia. Niechaj te Swieta beda przepelnione cieplem i spokojem. A nadchodzacy Nowy Rok pelen milosci i sukcesu.
Cicha noc, święta noc,
Pokój niesie ludziom wszem,
A u żłóbka Matka Święta
Czuwa sama uśmiechnięta
Nad dzieciątka snem,
Nad dzieciątka snem.
Pokój niesie ludziom wszem,
A u żłóbka Matka Święta
Czuwa sama uśmiechnięta
Nad dzieciątka snem,
Nad dzieciątka snem.
Cicha noc, święta noc,
Pastuszkowie od swych trzód
Biegną wielce zadziwieni
Za anielskim głosem pieni
Gdzie się spełnił cud,
Gdzie się spełnił cud.
Cicha noc, święta noc,
Narodzony Boży Syn
Pan Wielkiego majestatu
Niesie dziś całemu światu
Odkupienie win,
Odkupienie win.
niedziela, 20 grudnia 2015
Nadchodza Swieta.
Przygotowujemy sie. Choinka, jaka wspaniala! Niestety w
tym roku nie dalismy rady pojechac wszyscy razem wybrac choinke. Ja, oczywiscie
pracowalm. Ten motyw “ja pracowalm/pracuje/beda pracowc” bedzie powtarzal sie
dosc czesto teraz. Tak wiec w pierwszy
grudniowy weekend chlopaki plus moja Mamus pojechali na poszukiwanie
choinki. Jako, ze okolica wciaz nam nie
znana, jezdzili bladzili, trafili wkoncu
na prawdziwa farme, (gdzie mozna bylo nawet samodzielnie wyciacsbie choinka) i przywiezli pieknosc! Wiedzialm o tym planie
i choc tak bardzo lubie kupowac chonke i ja ubierac, nie chcialam przedluzac
tego mometu, bo Victorcio juz nie mogl sie doczekac. Jako, ze w moj grafik
pracy nie przewidywal wolnego na
najblizszy czas, pojechali sami.
Wracalam z prac. Jak zobaczylam
oswietlona choinke
przez okna naszego domu to …to wszystkie, ale to wszystkie
troski i problemy zniknely jak pod dotknieciem rozzczki. Pieknie jest w naszym
domu. Choinka przerosla moje oczekiwania. Jako, ze maz moj zwykle stara sie
wybrac mniejsza niz ja bym chialala - zdjecie swiateczna z przed 3 lat, choinka
naszej wielkosci, wygladamy komicznie, my wielkoludy, tudziez choinka karze,
tak wiec instrulowlam mojego synka, “misiu pamietaj duza wybiez, jak tatus
stanie kolo niej, zeby byla wieksza od niego”.
Jako, ze rozmiary, dlugosci i tego typu rzeczy to jeszcz zbyt
komplikowane dla mojego 6 latka, dosc trudno bylo sie porozumiec. W koncu moje
dziecko zrobilo obliczenia, pomiary,
pomyslal i stwierdzil, “wiem, zeby byla taka duza jak tata z lampa na glowie”. Tak wiec mamy taka. Do samego sufitu! i nawet trzeba bylo troszeczke jeszcze przyginac czubek. Udekorowali ta pieknosc razem z moja Mama i cudo stoi. Tatus dolecial do nas z Polski przed paroma dniami i dopomogl w dekoracji domu i werandy. Wczoraj jeszcze i ja pare akcentow swiatecznych dorzucilam, kartki swiateczne porozwieszalam. O jak sie swiatecznia zrobilo! List do Swietego Mikolaja zostal napisany dokladnie 1 Grudnia!, ciasteczka sa upieczone, kartki rozeslane, oplatek z Polski przylecial, prezenty…..nie mam pojecia. Kupuje i odkladam na strych i juz sama nie wiem co mam, i dla kogo,. Nie mamy jeszcze menue na swieta, a co za tym idzie listy zakupow. W tym roku beda znowu podwojne Swieta, zreszta jak juz chyba zawsze. 24 grudnia Polska Wigilja, tradycyjna z aniolkiem przynoszacym prezenty, a 25 Amyeryknskie Swieta z indykiem, Mikolajem i swiatecznym gwarem. Teksanscy tesciowie dolecieli wczoraj. Jeszcze dzisiejszy dyzur, 2 dni pracy i mam wolne! I Swieta, Swieta, Swieta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














